Nauka języków obcych bywa wyzwaniem – zwłaszcza gdy podchodzimy do tematu ambitnie i nie zamierzamy poprzestać na zdobyciu podstawowych umiejętności. Zaskakującym odkryciem bywają odmiany języków; wyjątkowo zdradliwy jest pod tym względem norweski, który w różnych częściach kraju potrafi brzmieć zupełnie inaczej. Znajomość jednego z dialektów nie jest zatem gwarancją swobodnej rozmowy w dowolnym miejscu. A jak wygląda sprawa z angielskim? Na szczęście sytuacja nie jest aż tak skomplikowana!

 

W angielskim wyróżniamy dwie główne, podstawowe odmiany: brytyjską i amerykańską. I choć akcenty potrafią konkretnie namieszać, a próby zrozumienia rodowitego Szkota mogą być zniechęcające dla początkującego adepta angielskiego, podstawy języka są takie same i różnice pozostaną do pewnego etapu nauki niezauważalne. Są jednak sytuacje, w których ta różnica jest kluczowa, na przykład przy usłudze lokalizacji lub korekty tekstu.

Język angielski brytyjski: co go wyróżnia?

Jak najprościej rozpoznać, że mamy do czynienia z tekstem napisanym w brytyjskim wariancie angielskiego? Wystarczy szybki rzut oka na słowa takie jak colour, aesthetics, demeanour czy paediatric. Ich amerykańskimi odpowiednikami będą kolejno color, esthetics, demeanor i pediatric, łatwo więc zauważyć zasadę, że brytyjski angielski trzyma się zdecydowanie bliżej tradycji i oryginalnej pisowni słów zapożyczonych z innych języków, takich jak francuski, niemiecki czy łaciński.

 

Podobnym sygnałem powinno być dla nas pojawienie się spółgłoski „s” zamiast dźwięcznego „z” w czasownikach takich jak specialise, utilise czy apologise. Wymowa pozostaje taka sama, ale pisownia bywa zdradliwa. Podobnie wygląda sprawa z bardziej złożonymi słówkami, choćby takimi jak brytyjskie draught – w amerykańskiej odmianie są one zdecydowanie uproszczone, bo po drugiej stronie Atlantyku spotkamy się z zapisem draft.

 

Dla wielu osób brytyjska wymowa jest synonimiczna z akcentem rodziny królewskiej; warto jednak wiedzieć, że szanse usłyszenia w codziennych sytuacjach RP, czyli received pronunciation, są znikome. W Wielkiej Brytanii mówi się w przeszło czterdziestu dialektach, a część z nich bywa drastycznie odmienna od nagrań, do których przywykliśmy na kursach językowych. Pierwsze zderzenie z mówionym, swobodnym językiem bywa zaskakujące, ale warto pamiętać o tym, że kontakt z wieloma dialektami zmusza nas do uważniejszego słuchania i wytężonej pracy nad zrozumieniem języka, co przekłada się na szybsze i lepsze efekty nauki.

Język angielski amerykański – czym różni się od brytyjskiego?

Przenieśmy się zatem za ocean i sprawdźmy, jakie są cechy amerykańskiej odmiany angielskiego. Jak już wspomnieliśmy, Brytyjczycy chętnie zachowują pisownię nawiązującą do pochodzenia słów, których etymologia związana jest z innymi językami. Amerykanie podchodzą do tego zdecydowanie bardziej pragmatycznie, najchętniej zapisując słowa tak, jak są wymawiane. Dlatego właśnie słówka zapisywane są w mniej skomplikowanej, bliższej mówionemu językowi wersji.

 

Na co powinniśmy natomiast zwrócić uwagę, szukając śladów amerykańskiego akcentu w nagraniach? Przede wszystkim charakterystycznego „r” towarzyszącemu wymowie niektórych samogłosek. Nazywamy je r-colored vowels, ponieważ są one dosłownie zabarwione pobrzmiewającym „r”, które nie pojawia się w brytyjskim wariancie. Można to szczególnie wyraźnie usłyszeć przy słówkach takich jak butter, nurse, water czy bar. Podobnie jak w Wielkiej Brytanii, usłyszymy jednak wyraźną różnicę między angielskim mieszkańców amerykańskiego Południa oraz – przykładowo – rejonu Nowej Anglii.

 

Ciekawostką jest natomiast akcent transatlantycki (Mid-Atlantic accent), będący mieszanką najbardziej pożądanych cech wymowy brytyjskiej i amerykańskiej. Możemy go usłyszeć w takich filmach jak „Śniadanie u Tiffany’ego”; poza światem filmu nauczano go także w elitarnych szkołach.

Nie tylko wymowa i pisownia, czyli o różnicach znaczeń w różnych wariantach angielskiego

Różnice między brytyjskim i amerykańskim angielskim nie kończą się jednak wyłącznie na sposobie zapisu i wymowie słów (choć i to potrafi przysporzyć nie lada kłopotu – dbałość o spójność tekstu bywa karkołomnym zadaniem). Jednym z popularniejszych przykładów jest różnica w nazwach przekąsek; amerykańskie chips nie są bynajmniej tym, co pod tą nazwą rozumie Brytyjczyk, dla tego drugiego są to bowiem… frytki, o które Amerykanin poprosiłby, zamawiając French fries. Trudno też o porozumienie na gruncie sportowym, bo rozmowa o grze takiej jak football może wcale nie dotyczyć gry, w której piłkę można faktycznie podawać wyłącznie nogami – o tej porozmawiamy w Stanach, mówiąc o rozgrywkach soccer. Szukając wymarzonego mieszkania, Brytyjczyk będzie rozglądał się za flat, a Amerykanin – za nowym apartment. Różnice na rynku nieruchomości nie kończą się jednak w tym punkcie: wybierając nowe lokum, warto pamiętać, że brytyjskie first floor faktycznie oznacza pierwsze piętro, ale już w Stanach może to być mieszkanie zlokalizowane na parterze budynku. W Wielkiej Brytanii lokale położone na parterze znajdują się na ground floor.

Czy to ma dla nas jakieś znaczenie?

Różnice te w codziennej komunikacji są wyczuwalne, ale nie utrudniają rozmówcom swobodnego kontaktu. Świadomość istnienia innych nazw nie jest niska, a ich znaczenie może czasem prowadzi do zabawnych pomyłek, ale z pewnością nie jest przyczyną katastrofalnych błędów lub ogromnych strat finansowych.

 

Większe znaczenie ma to w przypadku tekstów marketingowych lub oficjalnej dokumentacji przeznaczonej na określony rynek; w takich sytuacjach warto zadbać o ich spójność i przygotować je, wybierając tę odmianę angielskiego, której używają docelowi odbiorcy. Grono tłumaczy, korektorów i native speakerów współpracujących na stałe z Alingua to specjaliści wrażliwi na subtelne językowe niuanse, z największą dbałością dopasowujący tekst do oczekiwań czytelnika.